„Blade Runner 2049” (2017), reż. Denis Villeneuve

Pierwszy Blade Runner to bezsprzeczny klasyk kina science-fiction, który odcisnął swoje piętno na kinematagrafii głównie dzięki niezwykle sugestywnej i drobiazgowej kreacji świata przedstawionego, która na wiele lat stała się niedoścignionym wzorcem dla kolejnych pokoleń. Najlepszą rekomendacją dla nowego obrazu Villeneuve będzie powiedzieć, że najprawdopodobniej udało mu się osiągnąć to samo.

Akcja przenosi nas o 30 lat od wydarzeń znanych z pierwowzoru. Oficer K, grany przez Ryana Goslinga, jest nowoczesnym androidem, tropiącym i eliminującym starych, zbuntowanych replikantów. Podczas rutynowej misji odkrywa skrzynkę, której ludzko-mechaniczna zawartość wydaje się burzyć dotychczasowy porządek świata. O fabule nie będę więcej pisał, aby niczego absolutnie nie spoilować. Warto jednak wiedzieć, że „BR 2049” powraca do pytań z gatunku transhumanizmu – „co znaczy być człowiekiem?”, „czy sztuczny twór może być istotą ludzką?”, „czy czuć znaczy istnieć?”, ale robi to w nowej, dopasowanej do dzisiejszych czasów formie, np. poprzez unikatowy charakter partnerki głównego bohatera.

Nie scenariusz jest jednak główną siłą obrazu, a warstwa audiowizualna. Co by tu dużo mówić – nowy Łowca Androidów jest przepiękny, co drugi kadr prosi się o oprawienie w ramkę albo chociaż ustawienia na tapetę monitora (już to zrobiłem). Umiejętność operowania kolorem, cieniem, dymem i mgłą stoi na najwyższym poziomie, po raz kolejny przyczyniając się do wykreowania wiarygodnego i magicznego uniwersum, do którego przyrównywane będą przyszłe produkcje. Niezwykle mocno należy też pochwalić pracę duetu Zimmer-Wallfisch, który dzięki kreatywnemu wykorzystaniu miejskiego hałasu stworzył wciągający i przytłaczający soundtrack, świetnie zgrywający się z nastrojem filmu.

Aktorzy nie zawiedli, zarówno Gosling, jak i Harrison Ford czy Ana de Armas sprawdzili się bardzo poprawnie, ale na miano świetnego zasłużył jedynie Jared Leto, który stworzył najbardziej wyrazistą kreację – ślepego twórcę nowej fali androidów Niandera Wallace’a. Co ciekawego, postać tę miał grać z początku David Bowie, lecz tragicznie zmarł przed rozpoczęciem zdjęć. Małe brawa chciałbym ofiarować Dave’owi Bautiście, który mimo bardzo małej roli udowodnił, że potrafi grać… i to nawet subtelnie.

Wylałem na „BR 2049” morze pochwał, dlaczego więc nie wyższa finalna ocena? W drugiej połowie produkcja troszeczkę zbyt mocno zbliża się scenariuszowo do innych blockbusterów science-fiction, tracąc z oczu wyróżniającą ją strefę filozoficzną. Niemniej jednak obraz Villeneuve jest godnym następcą prawdziwego klasyka i jedną z najlepszych produkcji tego typu ostatnich lat.

Ocena: 8/10
/R

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s