Pan Cedric Klapish chciał zdaje się nakręcić film traktujący o relacji ludzi do rodzinnego dziedzictwa w obliczu śmierci rodziców. Pomysł wdzięczny – mało wyszukany, ale na pewno osobisty. W tym celu nakreślił pan reżyser taki obraz – trójka rodzeństwa traci ojca i dziedziczy po nim wielką winnicę – kolektywnie rodzeństwo jednak nie do końca wie co z tym fantem zrobić. Do tego momentu ma to jak najbardziej ręce i nogi.
Sam dobry pomysł jednak nie wystarczy – scenariusz musi się bronić, jeśli film ma być znośny. Zarówno na poziomie logiki wydarzeń jak i dialogów. Wyobraźcie sobie rozmowę, w której dawno niewidziany brat mówi siostrze, że jego syn urodził się w dniu śmierci ich matki. Za kilka sekund (!) pada pytanie: ile lat ma twój syn? To nie jest drobiazg który puszcza się mimo uszu. A jest tam kilka takich kwiatków.
Poza tym pewne wydarzenia i działania bohaterów są zwyczajnie irracjonalne – widać, że zachowują się w dany sposób tylko po to, by pchnąć film w konkretne miejsce. Dlatego zamiast skupić się na losach postaci, z tyłu głowy wciąż świta myśl: „aha, skoro reżyser postawił go w takiej sytuacji, to za chwilę musi się wydarzyć mniej więcej coś takiego (i mniej więcej coś takiego się wydarza)”.
Ludzie przedstawieni na ekranie zachowują się na tyle irracjonalnie, że trudno podchwycić te postacie – a szkoda, bo zamiast rozkoszować się problematyką, wynudziłem się przez dwie godziny. Niestety, czuje się, że to skrypt, pomysł na ciekawy film – nakręcony tak na szybko, na próbę – żeby sprawdzić jak to mniej więcej wyjdzie. 4/10
/K
Po wyjściu z seansu miałem bardzo mieszane uczucia i w praktycznie pełnej rozciągłości zgadzam się z opinią przedmówcy. Z jednej strony film zaprasza do siebie relatywnie ciepłą tematyką, uroczą scenerię i mile łechtającą ucho muzyką. Z drugiej strony scenariusz ciągle rzuca kłody pod nogi, wspomnianymi przez Kamila niekonsekwencjami czy sztampami w stylu „miłość jest jak wino”, którym nie zapobiegłoby choćby nie wiem jak zdolne trio aktorskie (a Marmai, Girardot i Civil można za takie uznać).
W ogólnym rozrachunku będzie to film, który przypadnie do gustu bądź zapalonym fanom branży winiarskiej, dla których setting będzie w stanie przebić liczne niedociągnięcia lub tym, którzy akurat w leniwe, weekendowe popołudnie wpadną na niego na jakimś filmowym kanale telewizyjnym. Przy czym nie gwarantuję, że Ci w międzyczasie raz czy dwa nie przysną. 5/10
/R