„Człowiek z blizną” (1983), reż. Brian De Palma „Człowiek z blizną” (1932), reż. Howard Hawks

Nie pałam zbyt wielką miłością do tematyki gangsterskiej. Z pewnością jej nie odrzucam, jednakowoż nie przychodzi mi ona do głowy, gdy ktoś spyta się mnie o ulubione środowiska fabularne. To samo tyczy się Ameryki lat 80.. Film Briana De Palmy musiałem jednak uznać za dzieło fantastyczne, które w swym obrazie pyrrusowego zwycięstwa i ikarowego upadku gniecie ideę amerykańskiego snu i wyrzuca ją do kosza.

„Człowiek z blizną” opowiada historię Tony’ego Montany, kubańskiego przestępcy, wspinającego się po szczeblach mafijnej i życiowej drabiny. Z biegiem czasu obraz ten stał się niemal synonimiczny z jego głównym bohaterem a raczej kreacją Ala Pacino. Jeśli zastanawiacie się skąd u wielu przekonanie, że to jeden z najlepszych aktorów w dziejach, to może być miejsce, w którym znajdziecie odpowiedź. Skomplikowana psychologicznie kreacja naraz odpycha i przyciąga, imponuje i przeraża. Tony Montana to ktoś, komu nie powinniśmy kibicować… ale to robimy.

Jeśli jednak spojrzy się na tę produkcję poza tytułowym bohaterem, to ujrzy się raczej utarte schematy i motywy, bezpośrednio kojarzące się z taką a nie inną tematyką kinową – walka o dominację, wielkie pieniądze, relacje rodzinne, zdrady najbliższych, zmysłowe kobiety. Nie jest to zarzut per se, bo „Człowiek z blizną” operuje nimi z niezwykłą łatwością, jednak powtarzalności te są pomostem do 1932 i innego oszpeconego delikwenta, o którym większość już zapomniała.

„Człowiek z blizną” Howarda Hawksa to pierwowzór zarówno dla obrazu Briana De Palma, jak i większości dzisiejszego kina gangsterskiego. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam do głowy spytać się, kto pomógł tak upowszechnić gangstera w pozytywnym wymiarze kulturowym, to skierujcie oczy właśnie tam.

Dziś produkcja ta może już dla niektórych trącić myszką – ja rozumiem. Niemniej jednak, gdy tylko przyjrzeć się bliżej, to właśnie jemu zawdzięczamy twórczość takich tuzów jak właśnie De Palma czy Scorsese (jeśli „X” w kontekście „Infiltracji” coś Ci mówi, to wiedz, że ten polakolubny reżyser wziął to właśnie stąd). Paul Muni, grający tytułową rolę – Włocha Tony’ego Camonte – choć w aktorstwie przez większość czasu dość klasyczny, w ostatnich minutach zbliża swój występ do tak pożądanych dzisiaj, opętanych swą ideą postaci, jak choćby batmanowski Joker. Ann Dvorak i Borisowi Karloff również należą się same ciepłe słowa. Do tego wszechobecne cienie, zaduch, klaustrofobia, honor, zdrada, no i ten upadły amerykański sen – żaden z tych elementów się nam jakoś jeszcze nie opatrzył.

Mimo że wolę wersję z Alem Pacino, oba filmy stoją na zdecydowanie tym samym poziomie. Oryginalny „Człowiek z blizną” pomógł stworzyć kulturowy obraz gangstera w zbiorowym umyśle społeczeństwa, a jego remake oszlifował wszelkie niedociągnięcia pierwowzoru i stworzył niemalże podręcznikowy przykład tego, jak należy kręcić kino gangsterskie.

A, no i pamiętajcie – „THE WORLD IS YOURS”.

(1932) 9/10
(1983) 9/10

/R

Dodaj komentarz