„Twój Simon” (2018), reż. Greg Berlanti

Drogi Ty,

od dawno nie napisałem do Ciebie ani słowa, ale teraz wracam do częstszej korespondencji. Wybacz. W zamian opowiem Ci o chłopaku, którego ostatnio poznałem w trakcie niespełna dwugodzinnego urlopu gdzieś na przedmieściach jednej z amerykańskich metropolii.

Młodzieniec miał na imię Simon i wiódł swe życie w modelowej rodzinie suburbia Stanów Zjednoczonych Ameryki – jego tata był za młodu rozgrywającym drużyny futbolowej a mama szkolną prymuską. Hobby jego siostry było gotowanie, a pies po popowym artyście wabił się Bieber. Simon robił to, co teoretycznie każdy przeciętny nastolatek – spotykał się z przyjaciółmi, nadużywał kawy a przed wyjściem do szkoły zjadał tylko kęs z pozostawionego mu na stole wykwintnego śniadania (tak, wiem, barbarzyństwo). Nastolatek miał jednak jeden problem – był gejem. Nikomu o tym nie mówił i nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. Gdy na portalu internetowym, poświęconym sekretom jego miasteczka, pojawił się wpis anonimowego młodzieńca w dokładnie takiej samej sytuacji jak on, SImon postanowił rozpocząć z nim mailową korespondencję.

W trakcie mojego pobytu udało mi się poznać znajomych nastolatka, ale mimo że wszyscy wspólnie twierdzili, że byli paczką wspaniałych przyjaciół, to ich interakcje wydawały mi się w chwilach śmiechów i zabaw bardzo sztuczne. W sumie to każda z postaci obracających się w środowisku szkolnym, gdy była szczęśliwa, miała głębię charakteru mniej rozgarniętego Pokemona. Każdą z nich mogłem podsumować pojedynczym przymiotnikiem, przez co momentami miałem wrażenie, że przeniosłem się do świata któregoś z sitcomów produkcji Disney Chanel. Na szczęście przynajmniej ich licealny humor był całkiem wulgarny i odważny.

Żadna sielanka nie trwa jednak wiecznie, co niekoniecznie oznacza coś złego. Gdy intryga zaczęła się rozwijać i relacje postaci uderzyły w mniej pozytywne tony, wszyscy stali się zdecydowanie bardziej naturalni. Okazało się, że każdy miał jakieś problemy, o których nie chciał za głośno mówić, każdy nie wiedział czasem, jak się zachować i każdemu zdarzało się czasem zrobić czy powiedzieć coś, czego potem bardzo żałował. Tak jak z autochtonami połączyć się emocjonalnie było mi bardzo ciężko, tak z ich problemami już zdecydowanie łatwiej – co chwila wpadałem w niemałe zażenowanie a raz nawet, przyznaję, w trakcie jednej z rozmów Simona z ojcem autentycznie się wzruszyłem.

Nie chcę jednak za dużo zdradzać, bo sam możesz się z nastolatkiem zapoznać a on Ci całą historię, jak to z jego perspektywy było, wyśpiewa. Tylko uprzedzam, będzie Cię trochę zwodził na manowce, tak jak jego wtedy zwodzono. Nie myśl więc, że wszystko będzie oczywiste i już zaraz wszystko będziesz wiedział. Nastolatkowie nie są tam może zbyt skomplikowani, ale też od razu ich na wylot nie przejrzysz. Za to w trakcie opowiadania Simon będzie Ci puszczał trochę porządnej muzyki – tu The Kinks, tam Warrant, itd.. Nawet kawałek mojego ulubionego numeru z „Kabaretu” odegra. Co plus.

Dobrze się w tej Ameryce bawiłem. Domy mają ładne, auta duże, dziewczyny uśmiechnięte a sekrety dobrze chowane. Co prawda na zbyt wiele dojrzałości emocjonalnej i poważnych rozterek ich tam nie stać, ale nikt się tego po nich nie spodziewał. A co u Ciebie? Jak się czujesz? Odwiedziłeś kogoś interesującego? Czekam niecierpliwie na odpowiedź.

-Twój Rafał

OCENA: 6/10

PS. To pierwszy film stworzony przez jedną z głównych hollywoodzkich wytwórni, w której protagonistą jest nastoletni homoseksualista. Nie za wolno Fabryko Snów?

Dodaj komentarz