Drogi Ty,
od dawno nie napisałem do Ciebie ani słowa, ale teraz wracam do
częstszej korespondencji. Wybacz. W zamian opowiem Ci o chłopaku,
którego ostatnio poznałem w trakcie niespełna dwugodzinnego urlopu
gdzieś na przedmieściach jednej z amerykańskich metropolii.
Młodzieniec miał na imię Simon i wiódł swe życie w modelowej rodzinie
suburbia Stanów Zjednoczonych Ameryki – jego tata był za młodu
rozgrywającym drużyny futbolowej a mama szkolną prymuską. Hobby jego
siostry było gotowanie, a pies po popowym artyście wabił się Bieber.
Simon robił to, co teoretycznie każdy przeciętny nastolatek – spotykał
się z przyjaciółmi, nadużywał kawy a przed wyjściem do szkoły zjadał
tylko kęs z pozostawionego mu na stole wykwintnego śniadania (tak, wiem,
barbarzyństwo). Nastolatek miał jednak jeden problem – był gejem.
Nikomu o tym nie mówił i nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. Gdy na
portalu internetowym, poświęconym sekretom jego miasteczka, pojawił się
wpis anonimowego młodzieńca w dokładnie takiej samej sytuacji jak on,
SImon postanowił rozpocząć z nim mailową korespondencję.
W
trakcie mojego pobytu udało mi się poznać znajomych nastolatka, ale mimo
że wszyscy wspólnie twierdzili, że byli paczką wspaniałych przyjaciół,
to ich interakcje wydawały mi się w chwilach śmiechów i zabaw bardzo
sztuczne. W sumie to każda z postaci obracających się w środowisku
szkolnym, gdy była szczęśliwa, miała głębię charakteru mniej
rozgarniętego Pokemona. Każdą z nich mogłem podsumować pojedynczym
przymiotnikiem, przez co momentami miałem wrażenie, że przeniosłem się
do świata któregoś z sitcomów produkcji Disney Chanel. Na szczęście
przynajmniej ich licealny humor był całkiem wulgarny i odważny.
Żadna sielanka nie trwa jednak wiecznie, co niekoniecznie oznacza coś
złego. Gdy intryga zaczęła się rozwijać i relacje postaci uderzyły w
mniej pozytywne tony, wszyscy stali się zdecydowanie bardziej naturalni.
Okazało się, że każdy miał jakieś problemy, o których nie chciał za
głośno mówić, każdy nie wiedział czasem, jak się zachować i każdemu
zdarzało się czasem zrobić czy powiedzieć coś, czego potem bardzo
żałował. Tak jak z autochtonami połączyć się emocjonalnie było mi bardzo
ciężko, tak z ich problemami już zdecydowanie łatwiej – co chwila
wpadałem w niemałe zażenowanie a raz nawet, przyznaję, w trakcie jednej z
rozmów Simona z ojcem autentycznie się wzruszyłem.
Nie chcę
jednak za dużo zdradzać, bo sam możesz się z nastolatkiem zapoznać a on
Ci całą historię, jak to z jego perspektywy było, wyśpiewa. Tylko
uprzedzam, będzie Cię trochę zwodził na manowce, tak jak jego wtedy
zwodzono. Nie myśl więc, że wszystko będzie oczywiste i już zaraz
wszystko będziesz wiedział. Nastolatkowie nie są tam może zbyt
skomplikowani, ale też od razu ich na wylot nie przejrzysz. Za to w
trakcie opowiadania Simon będzie Ci puszczał trochę porządnej muzyki –
tu The Kinks, tam Warrant, itd.. Nawet kawałek mojego ulubionego numeru z
„Kabaretu” odegra. Co plus.
Dobrze się w tej Ameryce bawiłem.
Domy mają ładne, auta duże, dziewczyny uśmiechnięte a sekrety dobrze
chowane. Co prawda na zbyt wiele dojrzałości emocjonalnej i poważnych
rozterek ich tam nie stać, ale nikt się tego po nich nie spodziewał. A
co u Ciebie? Jak się czujesz? Odwiedziłeś kogoś interesującego? Czekam
niecierpliwie na odpowiedź.
-Twój Rafał
OCENA: 6/10
PS. To pierwszy film stworzony przez jedną z głównych hollywoodzkich
wytwórni, w której protagonistą jest nastoletni homoseksualista. Nie za
wolno Fabryko Snów?