Ozon znany był mi do tej pory bezpośrednio tylko dzięki „8 kobietom”. Seans „Podwójnego Kochanka” stał się więc dla mnie sporym przeskokiem w stylu artystycznym francuskiego reżysera. Na szczęście głośne opinie publiczne o epatowaniu seksualnością i pchaniu erotyki do kina były mocno przesadzone i o żadnej obrazoburczości nie ma mowy. Najnowszy obraz Ozona to intrygująco wijący się dramat z elementami thrillera, który z każdym etapem dokłada widzowi kolejnych pytań, pozostawiając je bez jednoznacznych odpowiedzi. Kino warte polecenia głównie tym, którzy po seansie uwielbiają godzinami rozwiązywać wszelkie zagadki fabularne. Spory plus należy się też Jérémiemu Renierowi za jego podwójną (czyżby?) rolę.
7/10
/R
Po zobaczeniu „Franza”, którego Ozon wyprodukował rok wcześniej, spodziewałem się trochę czegoś innego. Dostałem historię, która od początku nie trzymała mi się kupy. Kiedy jednak pojawiły się motywy – można powiedzieć – paranormalne, przymknąłem oko na wątpliwą motywację zachowań głównej bohaterki. Przyjąłem po prostu, że nie jest normalna – bo to było chyba kluczem do tej historii. Chyba, bo nie wiem jaki jest klucz do tej pomieszanej historii. Nie wiem, co wydarzyło się naprawdę, a co tylko w podświadomości bohaterki. To jest mój problem. Poza tym klimat był dobry, film spełnił swoją rolę – zostawił z poczuciem „confused” i poruszył tematykę bardzo przemawiających do mnie mrocznych wątków rodzinnych. Całkiem spoko,
6/10.
/K